Jaki jest mój cel? Po co jestem?
Odpowiedź na pytanie o cel — po co jestem, dlaczego jestem, jaka jest intencja mojego istnienia — zawsze była dla mnie jednym z najważniejszych pytań. Właściwie uważam, że jest to drugie najważniejsze pytanie, tuż obok pytania „kim jestem?”.
Czasami mam wręcz wrażenie, że te dwa pytania są tak blisko siebie, że niemal tworzą jedno. Bo zrozumienie kim jestem, prowadzi bezpośrednio do zrozumienia po co jestem.
Moje własne odkrywanie celu rozpoczęło się w momencie mojego przebudzenia. To wtedy, gdy zetknąłem się z coachingiem i neurolingwistyką (NLP), zaczął się proces świadomego stawiania celów.
Początek — gdy odkryłem, że mogę wpływać na siebie i swój świat
Pierwsze cele, jakie sobie stawiałem, dotyczyły przede wszystkim umysłu:
• przekraczania jego ograniczeń,
• uwalniania się od struktur programowych,
• od strachów, emocji i przekonań,
• od wszystkiego, co determinowało moje życie.
To był czas odkrywania, że naprawdę mogę się zmienić.
Że mogę zmienić mój świat — ten, którym jestem i który współtworzę.
Była to ogromna zmiana, która wywróciła moje życie do góry nogami.
Moi znajomi żartowali wtedy, że pewnie zwariowałem — ale z czasem zauważyłem, że zaczęli mi tego zazdrościć. Coś we mnie zaczęło bowiem naprawdę żyć.
Zacząłem schodzić głębiej — w umysł, w nieświadomość, w to, co go przekracza.
I niemal równolegle pojawił się buddyzm.
Buddyzm — pierwszy raz zobaczyłem prawdziwy cel
Buddyzm nie był dla mnie tylko filozofią.
Był kontynuacją drogi, którą już szedłem.
I przyniósł mi jedno z najważniejszych odkryć:
świadomość mojego celu.
Po raz pierwszy jasno i głęboko poczułem:
moim celem jest oświecenie — urzeczywistnienie — pełna świadomość.
I to zmieniło wszystko.
Zacząłem:
• studiować pisma,
• zgłębiać nauki,
• medytować,
• szukać metod,
• analizować tradycje,
• korzystać z inicjacji,
• rozszerzać moje doświadczenie poza „jedno życie”.
Oświecenie stało się dla mnie drogowskazem.
Nie mglistą ideą, lecz realnym kierunkiem.
cele zaczęły się poszerzać i uszczegóławiać
Z czasem zacząłem widzieć, że moje cele się zmieniają:
• poszerzają się — obejmują coraz większą przestrzeń istnienia,
• uszczegóławiają się — stają się coraz bardziej konkretne.
To była naturalna część mojego rozwoju.
W kolejnych latach odkryłem, że moim celem jest nie tylko oświecenie, ale także:
• wejście w moje Mistrzowskie Ja i połączenie z tym aspektem,
• życie z poziomu Mistrza,
• doświadczanie swojej prawdziwej natury,
• doświadczenie JAM JEST,
• kontakt z Jaźnią,
• doświadczenie Boskości,
• poznanie aspektów Świadomości, Micości i Wszystkości.
W tych etapach pojawiło się coś bardzo ważnego:
Każdy kolejny etap mojego rozwoju nie tylko poszerzał moje cele, lecz także odsłaniał to, co zawsze we mnie było.
Moje cele nie rosły przez gromadzenie — one rosły przez odkrywanie!
Uszczegóławianie — wejście w jakość bycia mistrzem
W przestrzeni mistrzowskiego ja zaczęły się klarować bardzo konkretne jakości, których pragnąłem doświadczać.
Moje cele stały się żywymi aspektami:
• pełnej obecności,
• prawdziwej radości życia,
• boskości,
• doskonałości ludzkiej natury,
• świadomego mistrzostwa,
• głębokiej jedności,
• prawdziwej miłości,
• sensualności,
• zaufania do siebie,
• obfitości — nie tylko materialnej, ale egzystencjalnej.
Stopniowo zobaczyłem, że cele nie są „czymś, co się osiąga”, lecz czymś, co się odsłania.
Crimson Circle — etap ucieleśnienia i precyzji
Następnie na mojej drodze pojawił się Crimson Circle — Tobiasz, Adamus Saint-Germain, nauki i przekazy, które pomogły mi nadać formę temu, co czułem od dawna.
Szczególne znaczenie miały dla mnie Prawa Mistrza – Rights of the Master.
To one pozwoliły mi: uporządkować cele, zobaczyć ich esencję, nadać im struktury, ucieleśnić je w codzienności.
Wtedy moje cele nabrały jeszcze większej precyzji i wiedziałem, że dążę do:
• doświadczenie naturalnego bezpieczeństwa i ochrony, które są we mnie
• doświadczania ekspresji bez tłumaczenia się i ograniczania
• doświadczania wolności od karmy, winy i wstydu,
• doświadczania sensualność bez oczekiwań i ograniczeń,
• doświadczania radości przekraczającej umysł,
• cieszenia się spokojem i relaksem,
• doświadczania fizycznej harmonii mojego ciała,
• bycia wolnym od wszystkich strachow, zwłaszcza tego przed śmiercią,
• doświadczania radości bycia tylo w mojej przestrzeni „sekretnego ogrodu duszy”.
były to cele, które rezonowały z tym, kim już się stawałem — a nie z kim chciałem „być”
A teraz? – Pełnia celu
Dzisiaj widzę jasno, że wszystkie moje dawne cele — umysłowe, emocjonalne, duchowe, mistrzowskie — tworzą jedną całość.
I ta całość brzmi:
doświadczać pełni mojego istnienia
Zatem doświadczać:
• tego, Kim Jestem,
• Mojej jaźni,
• Mojej Boskości,
• Mistrzostwskiego JA,
• Mojej Świadomości,
• Mojej głębi,
• Moej lekkości,
• Mojej jedności,
• MOJEJ OBECNOŚCI.
To jest kierunek mojego istnienia.
I tutaj dodam bardzo ważne zdanie — podpowiedziane przez moją najgłębszą jasność:
Nie każdy musi mieć taki cel jak mój.
To jest intencja wynikająca z mojej drogi, mojego doświadczenia i mojej świadomości.
Moi cele nie są standardem ani wymaganiem — są moją prawdą.
Najważniejsze — mój cel nie jest misją
To punkt, który musiał się pojawić i warto go podkreślić.
Mój cel nie jest zadaniem.
Nie jest misją.
Nie jest obowiązkiem.
Nie jest wyzwaniem rozwojowym.
Nie jest ciężarem.
Mój cel jest naturalnym kierunkiem mojego istnienia. To nie jest „co muszę osiągnąć”. To jest co naturalnie odsłania się, kiedy jestem sobą.
Jeśli miałbym ująć wszystko jednym zdaniem — takim, które naprawdę oddaje sedno — powiedziałbym:
W gruncie rzeczy mój cel sprowadza się do jednego:
doświadczyć siebie w pełni
To właśnie jest powód mojego bycia.
To jest moja intencja.
To jest moje miejsce.
To jest moja droga.
I to właśnie teraz — w tej chwili życia — zaczyna realizować się najpełniej.




































