
I jeszcze kilka filmów...
![]() |
PrzypadekRok produkcji: 1980 Reżyseria: Krzysztof Kieślowski Scenariusz: Krzysztof Kieślowski Obsada: Bogusław Linda – Witek Długosz
|
Dopiero teraz widzę wyraźnie, dlaczego Przypadek był dla mnie tak istotnym filmem – i dlaczego właściwie wciąż nim jest. Ten film pojawił się w moim życiu dużo wcześniej, zanim potrafiłem nazwać to, co on we mnie poruszał. Towarzyszył mi intuicyjnie, bez pełnego zrozumienia, ale z głębokim poczuciem, że dotyka czegoś fundamentalnego.
Z perspektywy Mistrzowskiego Ja widać jasno, że Przypadek nie jest filmem o losie. Jest filmem, który rozpuszcza pojęcie losu. Nie opowiada jednej historii człowieka, lecz pokazuje, że człowiek nie jest zamknięty w jednej wersji siebie. Że nie istnieje jeden obowiązujący scenariusz życia, jedna linia przeznaczenia, jeden „właściwy” bieg zdarzeń.
Ten film był dla mnie ważny, ponieważ bardzo wcześnie potwierdził coś, co Jaźń zawsze wiedziała:
że nie jestem zdeterminowany ani epoką, ani historią, ani rodziną, ani nawet własnymi wcześniejszymi decyzjami. Każda z pokazanych w filmie dróg jest inna, ale żadna nie unieważnia istoty człowieka. To nie wybory definiują to, kim jesteśmy – lecz świadomość, z jakiej te wybory się wydarzały.
Przypadek nie mówi: „tak miało być”.
Mówi: „tak mogło być”.
I w tej różnicy zawiera się ogromna wolność.
Ten film nie daje odpowiedzi, nie moralizuje, nie ustawia hierarchii pomiędzy wersjami życia. Nie wskazuje lepszej ani gorszej drogi. Zamiast tego oddaje widzowi sprawstwo i pozostawia go z doświadczeniem możliwości. Dla kogoś, kto od zawsze intuicyjnie buntował się przeciw determinizmowi – duchowemu, ideologicznemu, historycznemu – było to doświadczenie głęboko uwalniające.
Z dzisiejszej perspektywy widzę, że Przypadek był ważny nie dlatego, że tłumaczył życie, lecz dlatego, że potwierdzał wolność, zanim jeszcze potrafiłem ją w pełni rozpoznać. Ten film nie prowadził mnie za rękę. On szedł obok – jako ciche potwierdzenie tego, kim zawsze byłem.
Dlatego wciąż jest ważny.
Nie jako odpowiedź.
Lecz jako znak, że wolność nie musi być spektakularna, by była prawdziwa.
![]() |
Człowiek z marmuruRok produkcji: 1977 Reżyseria: Andzrej Wajda Scenariusz: Aleksander Ścibor- Rylski Obsada: Krystyna Janda
|
![]() |
Człowiek z żelazaRok produkcji: 1981 Reżyseria: Andrzej Wajda Scenariusz: Aleksander Ścibor- Rylski Obsada: Jerzy Radziwiłowicz
|
Człowiek z marmuru i Człowiek z żelaza
O przejściu świadomości, wolności i uzdrowionej przeszłości
Trudno jest mi pisać o filmach Andrzeja Wajdy Człowiek z marmuru i Człowiek z żelaza osobno.
Dla mnie od zawsze stanowiły one jedną całość – jeden proces, jeden etap przejścia świadomości człowieka żyjącego w systemie.
Nie tylko w historii Polski.
W historii człowieka jako takiego.
Przez lata oglądałem te filmy wielokrotnie.
Za każdym razem dotykały mnie inaczej.
Dziś widzę wyraźnie, że nie były dla mnie lekcją historii ani opowieścią polityczną.
Były – i są – podróżą rozwojową, czasami intensywną, czasami bolesną, ale zawsze prowadzącą do nowej jakości widzenia wolności.
System, doświadczenie i człowiek
Te filmy opowiadają o człowieku żyjącym w systemie.
O człowieku zanurzonym w strukturach, ideologiach, narracjach, rolach społecznych.
O doświadczeniach, które bywają trudne, krzywdzące, pełne cierpienia.
Ale to nie jest opowieść o systemie jako takim.
To jest opowieść o doświadczeniu, które system generuje w człowieku – i które staje się źródłem jego mądrości.
To właśnie doświadczenie, a nie ideologia,
to, przez co człowiek przechodzi osobiście,
staje się impulsem do zmiany świadomości.
Nowa świadomość jako źródło wolności
Najważniejsze, co te filmy mi przyniosły, to głębokie zrozumienie, że:
wolność nie rodzi się z walki z systemem,
lecz z przejścia świadomości.
Nie jest efektem zwycięstwa jednej strony nad drugą.
Nie przychodzi dlatego, że ktoś zostaje obalony, osądzony lub ukarany.
Wolność manifestuje się poprzez zmianę świadomości.
Poprzez dojrzewanie człowieka do innego widzenia siebie, świata i odpowiedzialności.
W tych filmach widzimy bohaterów, robotników, przywódców związkowych.
Ale z perspektywy czasu widzę coś ważniejszego:
to nie oni tworzą nową świadomość za nas.
To my ją tworzymy.
Każdy człowiek – poprzez swoje doświadczenie, wybory, przejścia, kryzysy i integracje.
O odpowiedzialności i sensie osądzania
Jednym z najgłębszych przesunięć, jakie dokonały we mnie te filmy, było odejście od przekonania, że tyrani tamtego systemu, komuniści, muszą zostać osądzeni i skazani, aby mogła zaistnieć wolność.
Z czasem zobaczyłem coś innego.
Ich świadomość również była częścią tej rzeczywistości.
To była nasza wspólna świadomość – zbiorowa, historyczna, niedojrzała, ucząca się.
Jeśli uznamy, że to „oni” stworzyli tę rzeczywistość,
oddajemy im władzę również nad naszą przyszłością.
A jeśli zobaczymy, że to my – jako ludzie – tworzymy rzeczywistość poprzez poziom świadomości,
wówczas osądzanie traci sens.
Co więcej – może nas zatrzymać w starej rzeczywistości na bardzo długi czas.
Uzdrowiona przeszłość jako warunek przyszłości
Te filmy nauczyły mnie czegoś jeszcze:
że prawdziwy ruch naprzód nie polega na zaprzeczeniu przeszłości,
lecz na jej zrozumieniu, integracji i uzdrowieniu.
Dlatego tak bardzo zgadzam się ze słowami Tobiasza, że:
dobra przyszłość to uzdrowiona przeszłość.
Nie chodzi o zapomnienie.
Nie chodzi o wybielanie ani potępianie.
Chodzi o dojrzałe spojrzenie, w którym przeszłość staje się źródłem mądrości, a nie ciężarem.
Podziękowanie
Chcę podziękować Andrzejowi Wajdzie
za Człowieka z marmuru i Człowieka z żelaza.
Dziś wiem, dlaczego oglądałem te filmy tyle razy.
Nie dlatego, że były „ważne historycznie”.
Ale dlatego, że towarzyszyły mojemu własnemu przejściu świadomości.
Były podróżą.
I wciąż są.






































