Drugi tom obejmuje wiersze powstające w czasie bardziej intensywnego przechodzenia przez to, co ciemne, niewygodne i wewnętrznie nieuporządkowane.
To etap, w którym samo rozpoznanie nie wystarczało już jako obserwacja.
Potrzebne było wejście głębiej — w miejsca gniewu, buntu, zmęczenia, poczucia uwikłania, a także konfrontacji z tym, co przez długi czas działało jak ukryty program.
W tych tekstach obecna jest energia mocniejsza, chwilami gwałtowna, chwilami gorzka, ale jednocześnie bardzo odsłaniająca.
Nie chodzi tu jednak o zatrzymanie się w cieniu.
Raczej o przejście przez moment, w którym człowiek widzi wyraźnie, że nie może już dłużej udawać, że pewne mechanizmy nie istnieją.
„Czarne Słońce” jest dla mnie obrazem takiego właśnie etapu:
światło nadal istnieje, ale przechodzi przez obszary, które wcześniej były ukryte, wypierane lub trudne do przyjęcia.
To także czas, w którym pojawia się pytanie o wolność:
na ile można naprawdę przestać uczestniczyć w dawnych schematach,
a na ile stare przyzwyczajenia jeszcze próbują utrzymać swoją władzę.
Wiersze z tego tomu są zapisem tej intensywności.
Nie jako opowieść o ciemności,
ale jako zapis ruchu, w którym coś starego zaczyna tracić swoją siłę.



































