Trzeci tom przynosi wyraźną zmianę tonu.
Po intensywności wcześniejszych etapów pojawia się tu bardziej świadome przyglądanie się temu, co przez lata pełniło funkcję ochrony: dawnym rolom, mechanizmom obronnym, zapisom wyniesionym z dzieciństwa, relacjom rodzinnym, kulturowym wzorcom oraz wewnętrznym konstrukcjom, które miały chronić, a jednocześnie ograniczały oddech.
Tytułowy „Napierśnik” stał się dla mnie symbolem tego wszystkiego, co kiedyś wydawało się konieczne, by przetrwać, a co z czasem zaczęło ciążyć bardziej niż chronić.
W tych wierszach nie chodzi już tylko o rozpoznanie iluzji czy przejście przez cień.
Coraz wyraźniej obecne jest pytanie:
co naprawdę należy do mnie,
a co było tylko odziedziczoną formą reagowania, myślenia lub budowania siebie.
To także etap, w którym zaczyna pojawiać się zgoda na to, że nie wszystko trzeba dalej nieść.
Niektóre ciężary można po prostu odłożyć.
Nie w geście walki,
ale w geście dojrzalszego zrozumienia.
Wiersze z tego tomu są zapisem takiego właśnie procesu:
łagodnego, choć nie zawsze łatwego,
zdejmowania zbroi, która przez długi czas wydawała się częścią tożsamości.



































