Mimo, że się męczę
czuję, że ten tłusty ciężar zaczął rozpuszczać się nieco.
Kiedyś wydawało mi się, że poplamiona smarem i podziurawiona kulami dziedzictwa
koszula mojego życia
sama nie oczyści się i nie wytrzyma starczej ofiary.
I tak już pozostanie.
Myślałem, że plamy z mojej koszuli
będą przenosić się same na bieliznę moich dzieci.
A sakramenty powtarzalności wypalą na ich plecach
nie gojące się stygmaty.
Całe świadome życie niemal bez przerwy prałem moje ubrania
na tarce kolejnych terapii, ezoteryki i mądrości wschodu.
Ale im więcej tarłem tym mocniej stawiałem na sobie stemple starej ciemności.
Widziałem postępy kolejnych inicjacji,
szałasy potów.
Cieszyłem się tym przez chwilę.
Tylko przez chwilę, bo po przejściu przez kolejne drzwi
ukazywało mi się jeszcze więcej zatrzaśniętych wejść
do kolejnych labiryntów.
Nawet mój minotaur był tym już zmęczony.
A co dopiero Ja - INDIANA SZOP PRACZ.
Czuję, że czekasz niecierpliwie na finał mojej opowieści.
Na rozwiązanie.
TAK! Odkryłem je!
Klucz brzmi…. Słuchaj uważnie:
Tajemnicą tajemnicy jest tajemnica!
Hm i poczucie humoru, które mnie zawsze ratuje.
A teraz serio. Jesteś gotów? Jeśli jesteś to zrozumiesz.
Moją największą tajemnicą jest to, że to ja ją stworzyłem.
Czy muszę ją rozsupłać, szukać rozwiązania?
NIE!
Czy znam rozwiązanie?
TAK!
Wszystkie rozwiązania.
I w końcu widzę i czuję, że plama smaru i moja rana
znika sama…
… jeśli na nią nie patrzę i jej nie dotykam.
Jestem Mistrzem, Magikiem i Żołnierzem.
W pozostałe rzeczy już nie wierzę!
Warszawa 14 listopada 2023



































