Piąty tom domyka pewien etap tej poetyckiej drogi, choć nie jest jej zakończeniem.
To zapis momentu szczególnego: chwili, w której coraz wyraźniej odczuwalne staje się, że coś starego naprawdę traci swoją moc, a jednocześnie nowe nie potrzebuje już wielkich deklaracji, by zaistnieć.
Tytuł „Tuż nad progiem” pojawił się naturalnie, ponieważ najlepiej oddaje stan, w którym nie chodzi już o poszukiwanie odpowiedzi, lecz o spokojne trwanie przy doświadczeniu przejścia.
W tych wierszach jest mniej walki, mniej potrzeby wyjaśniania, mniej napięcia wobec tego, co było.
Coraz częściej pojawia się natomiast cisza, światło, zgoda na niewiedzę, a także prostsze rozpoznanie siebie poza dawnymi opowieściami.
Nie oznacza to idealizacji.
Pozostają jeszcze echa dawnych przyzwyczajeń, resztki pamięci, czasem powracające pytania.
Ale nie są już centrum.
Coraz wyraźniej centrum staje się obecność.
W tym sensie próg nie jest miejscem oddzielającym dwa światy.
Jest raczej chwilą, w której człowiek zaczyna widzieć, że to, czego szukał, nie znajduje się po drugiej stronie, lecz ujawnia się dokładnie tam, gdzie stoi.
Wiersze tego tomu są zapisem takiego właśnie stanu:
między domknięciem a nowym otwarciem,
między pamięcią a prostym byciem,
między drogą a spokojem, który przestaje wymagać potwierdzeń.



































