
Mentalność to jedno z tych pojęć, które wydają się oczywiste… dopóki nie zaczniemy się mu naprawdę przyglądać.
Na pierwszy rzut oka mentalność to sposób myślenia, zestaw przekonań, wartości i reakcji. Coś, co „mamy”, coś, co w naturalny sposób przypisujemy sobie i innym ludziom.
Ale kiedy zatrzymamy się na chwilę i zaczniemy patrzeć głębiej, pojawia się zupełnie inna perspektywa.
Mentalność nie jest tym, kim jesteśmy.
Jest strukturą, przez którą patrzymy na świat.
I od tego, czy ją widzimy, czy pozostaje dla nas niewidoczna, zależy jakość naszego życia, naszych decyzji i relacji.
Mentalność można rozumieć jako złożony system, który obejmuje przekonania o świecie i sobie, schematy reagowania, sposoby interpretacji rzeczywistości, wzorce podejmowania decyzji oraz relację do emocji i doświadczeń.
To wszystko razem tworzy coś, co można nazwać nawykowym sposobem widzenia i przeżywania świata.
Nie widzimy świata takim, jaki jest.
Widzimy świat taki, jaki pozwala nam zobaczyć nasza mentalność.
Mentalność nie pojawia się w nas w gotowej formie. Nie rodzimy się z kompletnym systemem przekonań i interpretacji.
Powstaje na styku trzech obszarów:
- predyspozycji biologicznych,
- środowiska i relacji
- doświadczenia życiowego.
Nie jest tylko uczona. Jest przejmowana, chłonięta i modelowana.
Dzieje się to często poza naszą świadomością – poprzez obserwację, uczestnictwo, bycie częścią określonej przestrzeni.
Z jednej strony mentalność jest ogromnym wsparciem.
Porządkuje rzeczywistość, daje poczucie bezpieczeństwa, umożliwia funkcjonowanie w grupie i współdziałanie z innymi.
Dlatego w warunkach presji, zagrożenia lub potrzeby działania razem, mentalność grupowa staje się silniejsza.
Widzimy to w sporcie, w wojsku, w organizacjach, w kulturach, które musiały przetrwać trudne warunki.
Mentalność daje wtedy siłę.
I to jest coś, czego sam doświadczyłem bardzo wyraźnie.
Przez długi czas mentalność była dla mnie źródłem ogromnej motywacji i energii.
W sporcie pomagała mi trenować, budować wytrwałość, utrzymywać dyscyplinę i grać mecze na wysokim poziomie. To dzięki niej byłem w stanie wygrywać, przekraczać swoje ograniczenia i iść dalej, kiedy było trudno.
W pracy menedżerskiej rozumienie mentalności ludzi pozwalało mi budować zespoły, tworzyć dobrą atmosferę, przekształcać zespoły skonfliktowane w takie, które zaczynały współpracować i wspierać się nawzajem.
Jeśli coś mi się w biznesie udało, to w dużej mierze dlatego, że rozumiałem mechanizmy mentalne i potrafiłem z nich korzystać.
W pracy coachingowej było podobnie.
Pomagałem ludziom przechodzić trudne momenty, budować motywację, radzić sobie z wyzwaniami. Wiedza o mentalności i strukturach, które stoją za zachowaniami i decyzjami, była niezwykle praktyczna.
To ważne, żeby to jasno powiedzieć:
mentalność może wspierać,
mentalność może budować,
mentalność może wzmacniać życie.
Jednocześnie mentalność działa nie tylko na poziomie jednostki.
Funkcjonuje również jako struktura zbiorowa.
Każda grupa – czy to społeczna, zawodowa, narodowa – wytwarza swoje pole mentalne.
To pole tworzą wspólne przekonania, sposób mówienia, styl bycia, reakcje, wartości. Jest ono wzmacniane przez kulturę, muzykę, język, symbole, przekaz medialny.
Mentalność staje się wtedy czymś więcej niż tylko indywidualnym sposobem myślenia.
Staje się przestrzenią, w której żyjemy.
I bardzo często działa jako system potwierdzający, że „należymy”.
Daje poczucie przynależności.
Czasem także poczucie wyjątkowości.
Zobaczyłem to wyraźnie w swoim życiu.
Byłem częścią różnych środowisk i grup. I widziałem, jak wspólne przekonania, wspólny sposób reagowania i komunikowania się wpływały na mój sposób patrzenia na świat, na moje decyzje, na to, co mi się podoba, a co odrzucam.
Zobaczyłem też coś bardzo ważnego: często bronimy naszych struktur mentalnych nie dlatego, że są prawdziwe, ale dlatego, że gwarantują nam przynależność.
To dotyczy wielu poziomów – od grup społecznych i środowisk, po tożsamość narodową.
Tożsamość narodowa również jest strukturą mentalną, która wpływa na sposób myślenia, kształtuje relacje z innymi i determinuje nasze reakcje.
Podobnie działa mentalność żołnierza, obrońcy, członka wspólnoty.
To wszystko nie jest ani dobre, ani złe.
To są struktury, które organizują doświadczenie człowieka.
Ale kiedy nie są widziane – zaczynają nim kierować.
Z czasem zacząłem widzieć jeszcze coś.
To, że nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy poza jakąś strukturą mentalną, to nie oznacza, że ona na nas nie wpływa.
Doświadczyłem tego bardzo konkretnie, wchodząc do świata korporacji.
Miałem wtedy prosty cel – zarobić pieniądze na mieszkanie.
Wydawało mi się, że jestem „inny niż oni”, że nie biorę udziału w tej grze.
A jednak z czasem zobaczyłem, że mentalność korporacyjna działa również we mnie:
rywalizacja,
walka o pozycję,
zabezpieczanie się na przyszłość,
ciągłe poszukiwanie kolejnych możliwości.
I jednocześnie rzadko pojawiała się w tym radość.
To było dla mnie ważne uświadomienie:
Nawet jeśli nie identyfikujesz się ze strukturą, to nie znaczy, że jesteś poza jej wpływem.
Jeszcze głębsze było doświadczenie związane z moim wychowaniem na warszawskim Bródnie.
To nie była przestrzeń łagodna.
Dominowała tam mentalność twardości, agresji, „cwaniaka”, który musi sobie radzić.
Nie czułem się częścią tej struktury. Byłem tam, grałem w piłkę, funkcjonowałem, ale nie utożsamiałem się z tym.
I dopiero wiele lat później zobaczyłem, że w trudnych momentach życia pewne wzorce z tamtego środowiska pojawiały się we mnie automatycznie.
To było bardzo mocne doświadczenie.
Pokazało mi jasno:
nawet brak identyfikacji nie oznacza braku wpływu.
Na pewnym etapie mojej drogi pojawił się również bunt.
Nie był to bunt młodzieńczy.
To był moment, w którym zacząłem widzieć mechanizmy działania świata – struktury władzy, systemy finansowe, edukację, sposoby kształtowania ludzi poprzez mentalność.
Pojawiła się chęć walki, sprzeciwu, odrzucenia.
Dziś już tego nie robię.
Widzę, że to był etap.
Bunt był potrzebny, bo pozwolił mi wyjść z nieświadomości.
Ale nie był końcem drogi.
Wolność zaczęła się dopiero wtedy, kiedy przestałem musieć walczyć.
Kiedy mogłem widzieć struktury mentalne, rozumieć je, ale nie budować wobec nich tożsamości.
I tu dochodzimy do kluczowego punktu.
To nie mentalność decyduje o naszym życiu.
Decyduje świadomość.
Bez świadomości mentalność nas prowadzi.
Z świadomością mentalność staje się narzędziem.
W tym miejscu pojawia się zupełnie nowa jakość życia.
Możemy korzystać z mentalności, działać w świecie, tworzyć, być w relacjach, uczestniczyć w różnych strukturach…
i jednocześnie nie być przez nie ograniczeni.
To jak jazda autobusem.
Możesz wsiąść.
Możesz przejechać kawałek.
Możesz wysiąść.
Nie musisz kupować biletu na całe życie.
Mentalność nie jest wrogiem.
Jest narzędziem.
Problem zaczyna się wtedy, gdy mylimy narzędzie z tym, kim jesteśmy.
A wolność zaczyna się wtedy, gdy widzimy, że możemy z niego korzystać — ale nie musimy.
Mentalność nie zabiera świata.
Daje możliwość wyboru, jak w nim być.



































