Moja zbroja łuszczy się i rdzewieje.
Pęka w zaskakujących miejscach.
I przez nowe szpary pozwala (już teraz)
Płynąć chłodnemu powietrzu prawdziwej świeżości.
Bije diabelski dzwon,
Jego muzyka i drżenie rozsadzają zbroję od środka.
Rdza przebudzenia jest nieubłagana i zatrzymuje
działanie dział starego świata.
Jak gwarantował jego twórca
napierśnik zbroi jest wykuty z najlepszej i najgrubszej stali tego świata.
Postanowiłem nie czekać aż zniszczy go siostra korozja.
Gwałtownie zrzuciłem napierśnik czekając na to co się stanie.
Myślałem, że ogarnie mnie miłość z happy endu.
Zamiast tego nastała cisza.
Czekałem.
W końcu chłodne powietrze dotknęło piersi.
Przez chwilę było mi tak zimno…
Chciałem schylić się i podnieść napierśnik.
Zacząłem nawet go szukać…
Ale już go nie było.
Poszedłem do serca i trwałem w nim nieskończoność.
Potem wróciłem.
Pierwszy raz odetchnąłem głęboko.
Nie było mi zimno.
Spojrzałem na zewnątrz.
Odwołałem wszystkie ślubowania i umowy.
Wreszcie oddychałem pełną wolną piersią.
A wspomnienie napierśnika zmieniło się w mądrość duszy.
Złość wczesnego wstawania zniknęła.
Przyszło piękno poranka, miłość dnia.
Teraz z niecierpliwością dziecka czekam na każdy kolejny dzień.
Na moim pilocie przestałem wybierać
programy pancerzy moich innych zbrój.
Warszawa, 15 września 2022



































