Tak naprawdę,
(nigdy nie pozwoliłem...)
by ktokolwiek go skrzywdził.
Zawsze był dzielny, odważny —
(yeah…)
nigdy się nie ukrył.
Choć czasem grał cudze role,
odziedziczone po przodkach —
nie swoje, nie moje.
Już nie muszę wracać do tamtego SOR-u,
bo wszystko, Bracie,
wszystko już przetworzone.
Ton zremasterowany,
basy sfuzowane,
piosenka przyszła do mnie nad ranem —
po tym śnie, który się skończył,
mój uśmiech go wyłączył.
Brzmi jak dramat —
ha! — a to cygańska fiesta.
Jak hollywoodzkie zakończenie:
skończyło się uwięzienie.
Skończyła się walka,
zgasła vendetta.
Zniknęła ta stara podnieta.
Rozpływa się złość,
odpływają krokodyle...
To wszystko.
I tyle!
Na początku nie wiedziałem,
że on we mnie mieszka.
Potem odkryłem,
że bywa bezwzględny,
jak skrzywdzony przestępca.
Zawsze nieszczęśliwy,
zdradzony, porzucony,
przez wszystkie żony (heh).
Aż w końcu go złapałem,
kaptur zerwałem,
postawiłem przed sobą —
i patrzę.
Długo patrzę.
Nie oskarżam, nie pytam,
bo widzę — chłopca.
Małego chłopca,
zdradzonego przez matkę,
pobitego przez świat i biurko systemu.
Taaa...
Przez lata chodził ze mną,
wszędzie, zawsze,
z przekonaniem, że krzywda wróci.
Że znowu będzie.
Kiedyś bym go wyrzucił,
na zbity pysk —
żeby mi świadomości nie zabrudził.
Ale wczoraj...
Trzy razy odetchnąłem.
Spojrzałem mu w oczy
i powiedziałem:
„Spoko, stary.
Dziękuję, że byłeś.
Naprawdę cię kocham.
Jeśli połączymy siłę, miłość i spokój,
powstanie nowa, święta moc.
To będzie w naszym życiu
pierwsza spokojna noc.”
Spojrzał na mnie spod byka,
z błyskiem cwaniaka:
„Idź dalej sam.
Ja tu zostaję.
Dobranoc. Pchły na noc.”
Poszedłem dalej sam,
nie oglądając się.
Ale w sobie — czuję jego moc.
Kończę tę opowieść,
patrzę na was z uśmiechem.
Jeśli chcecie to poczuć,
jeśli naprawdę tego chcecie —
nie odkładajcie tego na święte nigdy.
Podejdźcie dziś
do swojego pięciolatka.
Czas się pożegnać.
Kiedy to powiedziałem,
poczułem ulgę.
To koniec — prawdziwy koniec lat cierpienia.
Zostawiłem tamten świat,
skończyłem dzieciństwo.
Rozumiem światło pięciolatka,
które świeciło, zanim zbudowali szkołę,
a ja zasnąłem na pięćdziesiąt lat.
Dziś sen się skończył.
Skrzywdzony chłopiec odchodzi.
Pokusa ofiary —
jak stara taśma VHS.
Nie nadaje się już do użycia.
Ile wokół mnie powietrza,
ile przestrzeni...
Nic mi już tego nie odbierze,
nic tego nie zmieni.
To wszystko.
I tyle.



































