Dygot moich wątpliwości wzmaga trzęsienie ziemi mojej planety.
Koduje fale tsunami na oceanie nieskończoności.
Zamiast dryfować po jego powierzchni doświadczając kosmicznego SPA
Walczę w jego głębinach o oddech.
Rozważam kryzysowo:
Czy oddech Ja Jestem łączący mnie z nieskończonością istnienia może się skończyć?
NIE!
Zatem wybór między SPA i dramatem jest mną.
Czy jednak muszę wybierać?
NIEEEEEE!
To wszystko to głupstwo
Stary świat już nie istnieje
Pozostały z niego tylko knieje
(nic za nimi nie ma)
Nie istnieją więzienia
Żeby je widzieć i w nich być
Trzeba stare książki czytać
Oraz dużo wina pić
Wreszcie nadeszła burza!
Burza nadeszła wreszcie
Nie bójcie się jej i ją bierzcie!
Nie bójcie się przeszłości!
Nie będziecie wisieć!
Na razie i jeszcze.
Wierzcie! To mądrość
Czułem to kiedy przechylałem się w nią,
Rozpostarłem ręce duszy w jej stronę
I czułem jak jej nie-do-opisania boskość całym sobą chłonę.
Nie bójcie się!
Nie ma już przeciwieństw i dychotomii
dobra i zła.
Ciągle powtarzających się wojen i kakofonii.
Nie ma już czystych plusów i minusów.
I jedynych właścicieli materii bogactwa
i niekończących się wśród biedaków zakusów ich zdobycia.
W najgorszym razie wykupienia możliwości miłego życia.
Mówię sobie szeptem
do swego ucha:
To wszystko
To głupstwo!



































