Nie mogę oglądać tych filmów.
Mnie tutaj już nie ma.
Nie mogę znaleźć inspiracji.
To tylko przyzwyczajenia.
(Lub kompleks zawieszenia).
Coś każe mi wciąż naciskać stare guziki.
Szacować godziny snu.
Sprawdzać meczów wyniki.
Tak. Patrzę i wszystko to widzę.
Są jeszcze ciągle gry
których się wstydzę.
Jak trudno jest przestać udawać.
I pytać czy potrafisz się całować.
I wciąż tłumaczyć swe życie.
Marząc o tym, że tym razem
nie wciągnie mnie to skrycie.
Zwykle widzę ten strachu plagiat.
I że jestem narkomanem starego życia.
Że wciąż drastycznie godziwie wypełniam
to, co obiecane
i nie wiem kiedy przestanę.
Choć podobno pociąg już odjeżdża
A ja mogę (w końcu) zostawić na peronie
starych bagażowych naklejek ciężar.
Zostawiając to na chwilę w romantycznej bohatera mogile…
Ech.
Prawdziwie cieszy mnie to nocne pisanie.
Bo wiem, że jaźń zaskoczy mnie.
Manifestacją i wzrostem tego co zasiane.
A ja dotknę nieprzewidywalnej radości.
Wiem, że zrozumienie przyjdzie później.
Trudno to nazwać, choć już dawno we mnie gości
a ja śmiało i głośno powiem:
Nowej Miłości!
W porządku.
Niech zatem ta stara szafa sobie gra.
Zamykając ją przez chwilę będę ją słyszał.
Wiem, że wszystko mi się uda.
I mam solenną obietnicę jaźni:
Nie dosięgnie mnie nuda.
Warszawa 6 marca 2025



































