Moja tożsamość
Ten tekst jest zapisem mojego osobistego doświadczenia zmian na poziomie tożsamości. Nie próbuję w nim niczego definiować ani porządkować — raczej dzielę się tym, co się rozluźnia, znika i ujawnia, gdy przestaję być tym, za kogo się uważałem. To refleksja o pozostawianiu ról, o wolności i o przestrzeni, która zostaje, gdy nie trzeba już niczego udowadniać.
Kiedy zaczęły się zmiany?
Kiedy zadaję sobie pytanie, kiedy właściwie rozpoczęły się zmiany na poziomie mojej tożsamości, pierwsza odpowiedź, jaka do mnie przychodzi, jest dość oczywista: wtedy, gdy rozpoczął się drugi, wyraźnie przeze mnie wyróżniony etap mojego procesu – etap, który nazywam integracją.
Jednak niemal natychmiast pojawia się głębsza świadomość. Uświadamiam sobie, że ten proces tak naprawdę rozpoczął się znacznie wcześniej – wraz z moim przebudzeniem. To właśnie wtedy stare, wyświechtane tożsamości życia społecznego zaczęły bardzo szybko się chwiać i znikać. Fundament, zamek moich dawnych tożsamości społecznych rozsypywał się szybciej, niż mógłbym się tego spodziewać.
Można więc powiedzieć, że zmiany tożsamościowe rozpoczęły się już w czasie przebudzenia, natomiast największe natężenie i intensywność przybrały w okresie integracji.
A co jest teraz?
Bardzo wyraźnie czuję, że ten proces albo się kończy, albo już się zakończył. Któż to wie? Nie potrzebuję tego ostatecznie rozstrzygać. Pozwalam odejść wszystkim tożsamościom starego świata, starego życia, ponieważ ważniejsza od tych tożsamości jest dla mnie przestrzeń – pustka, która jest niezbędna, bo wypełni się tym, czego mój umysł nie jest w stanie nawet przewidzieć i wyobrazić sobie.
Czuję, że tak ma być.
I czuję, że będzie to piękne.
Tożsamość
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, w jakiej kolejności opisywać mój proces i jego poszczególne aspekty – etapy, stany świadomości, przejścia, to, w co aktualnie wchodzę. Próbowałem budować jakiś porządek, strukturę narracyjną, mapę, która „prowadziłaby” czytelnika. Zauważyłem jednak, że im bardziej próbuję porządkować ten proces z poziomu umysłu, tym bardziej koncentruję się na formie i narracji, a nie na samej treści.
Dlatego przyjąłem inną zasadę. Będę pisał o tym, co do mnie przychodzi. O tym, co się objawia i manifestuje. Mam zaufanie do siebie i do źródła, z którego to wypływa, że jeśli jakikolwiek porządek jest tu potrzebny, to on już istnieje na innym poziomie. Uwalniam się więc od porządkowania i coraz bardziej koncentruję się na przekazywaniu oraz ekspresji.
W wyniku różnych wydarzeń w moim życiu – również wydarzeń relacyjnych, kłótni i napięć – bardzo wyraźnie zobaczyłem, że te sytuacje mają głęboki sens. Nie są tylko przeszkodami. Są nośnikami informacji.
I tą informacją było zwrócenie mojej uwagi na coś fundamentalnego: tożsamość.
Czym jest tożsamość?
Z jednej strony odpowiedź wydaje się dość prosta. Tożsamość to to, za kogo się uważam albo za co się uważam. To role, w które wchodzę. To gry, aktywności, relacje, zadania, cele, projekty – wszystko to, co przez pewien czas nazywam „sobą”.
Bardzo bliskie jest mi zdanie z mojej wieczornej mantry: „Jestem kim jestem.”
Z drugiej strony tożsamość jest również perspektywą, poprzez którą doświadczam swoich doświadczeń. To ona pozwala mi doświadczać życia, relacji, ekspresji, tworzenia. I to jest niezmiernie ważne.
Zdałem sobie jednak sprawę z czegoś kluczowego: najważniejsza nie jest sama tożsamość, lecz moja relacja z nią. Moje przywiązanie. Moje związanie. Moja wiara w to, że dana tożsamość mówi prawdę o tym, kim jestem.
To właśnie to przywiązanie determinuje wysiłek, motywację i ilość energii wkładanej w życie. Cel jest tylko elementem pojawiającym się na tej drodze. Prawdziwym celem jest doświadczanie tożsamości.
Pozostawianie tożsamości
Podążanie ścieżką mistrzowską bardzo często nie polega na odkrywaniu czegoś nowego, lecz na pozostawianiu. Zrywaniu relacji ze starymi tożsamościami. Uwalnianiu systemów energetycznych, emocjonalnych i mentalnych, które je podtrzymywały.
To proces uwalniania historii mojego życia, narracji o sobie, doświadczeń gromadzonych od narodzin aż po dziś – a w moim odczuciu również doświadczeń pochodzących z innych żywotów.
Jestem obecnie w etapie, który nazywam integracją. Żegnam się ze wszystkim, co nie jest już potrzebne. Nie polega to na budowaniu nowej wersji siebie ani na zastępowaniu starych tożsamości nowymi. Jest to raczej proces rozluźniania więzi z tym, co przez długi czas definiowało mnie jako kogoś określonego.
Ten proces nie uczynił mnie lepszym ani bardziej wyjątkowym. Uczynił mnie prostszym.
Integracja to uwalnianie historii, narracji, ról i wyobrażeń o sobie – pozwalanie, by to, co było, spełniło swoją rolę i mogło odejść bez walki.
Trudność pozostawiania tożsamości
Nie wszystkie tożsamości odchodzą łatwo. Niektóre były we mnie bardzo głęboko zakorzenione.
Przede wszystkim tożsamość wojownika – kształtowana przez wiele wcieleń.
Następnie tożsamość nauczyciela.
Również tożsamość przewodnika, guru.
A także tożsamość kochanka, bycia kimś fascynującym, przyciągającym.
W takich momentach umysł zadawał brutalne, ale szczere pytanie: „Jeżeli zostawisz to wszystko, to kim będziesz?”
Zmiany te bywały gwałtowne, związane z konfliktami i bólem – fizycznym, psychicznym i mentalnym. Innym razem po prostu się wydarzały, bez dramatyzmu.
I wtedy zrozumiałem coś fundamentalnego: istotą tego procesu jest zgoda.
Zgoda i przyzwolenie.
Jeśli chcesz przejść tę drogę możliwie najłagodniej, daj zgodę na to, co się z tobą dzieje. Nie ingeruj. Nie poprawiaj. Nie twórz wizji przyszłości. Zadbaj o swój dobrostan i bądź w chwili obecnej, pozwalając procesowi działać.
Świadomość procesu
Dziś nie mam już wątpliwości, że odejście od tożsamości jest jednym z nieodłącznych etapów ścieżki mistrzowskiej. Każdy przechodzi przez to inaczej. Porównywanie tych doświadczeń nie ma sensu.
Świadomość tego, co się dzieje, bardzo ułatwia przechodzenie przez ten proces. Redukuje ból, opór, złość i niechęć wobec zmian.
Dlatego moja rada jest prosta: bądź świadomy, ale się nie wtrącaj. Tym procesem kieruje twoja Jaźń – największy specjalista w tej dziedzinie, działający z poziomów niedostępnych dla umysłu.
Czy tożsamość znika?
Czy po urzeczywistnieniu tożsamości znikają całkowicie?
Odpowiedź brzmi: i tak, i nie.
Tożsamości nie znikają jako formy ekspresji. Znikają jako definicja mnie samego. Role nadal się pojawiają – nauczyciela, twórcy, artysty, przewodnika – ale już bez przywiązania i bez potrzeby potwierdzania siebie.
Nie są planowane. Nie są wymyślane. Pojawiają się wtedy, kiedy są potrzebne.
Nie ma potrzeby trzymać się dawnych tożsamości. Cały ich sens został już przyswojony. Zamienił się w mądrość i zasilił świadomość.
Możesz pozwolić im odejść. To i tak już jest w tobie.
Kilka inspirujących pytań na koniec
Jeśli masz chwilę, zatrzymaj się i zapytaj siebie:
- Jakie tożsamości były w twoim życiu szczególnie ważne?
- Jaki jest dziś twój stosunek do nich?
- Czy one wciąż w tobie działają, czy tylko je podtrzymujesz?
- Czy zgadzasz się na to, by je pozostawić?
Nie szukaj szybkich odpowiedzi.
Przyzwól, by odpowiedzi pojawiły się same.
Podążaj za tym, co się pojawia.
Słuchaj swojego serca.
Twoja ścieżka jest naprawdę unikalna i I właśnie dlatego jest wyjątkowa.




































