Widzę dwie kobiety.
Siedzę w wannie.
Jedna jest za stara.
Druga za młoda
dla mnie…
Nie zmieniają się.
Są takie same.
Każdego dnia przekazują sobie wzorce i programy dawno wgrane.
Wieczorem wydają się inne,
nad ranem takie same.
Czasami męczę się kiedy patrzę.
I nie chcę tu być.
Nie chcę grać w ich gry.
Nie chcę być ich straganem.
Ja gram w moje gry – Ja jestem aktorem, ja jestem Panem.
Scenariusz przedstawienia już dawno napisałem.
Nie brakuje dramatów, komedii, sensacji…
Nawet mnie zaskakujących zwrotów akcji.
Reżyseria należy do mnie, scenografia także.
Kostiumy wziąłem od rodziców.
Znalazłem je w garderobie, w ich teatrze.
Moje przedstawienie jest niezwykłe, choć czasami bardzo się babrze.
Czasami czuję się jakbym grał w Konzentrationslager lub w łagrze.
Im szerzej otwierałem oczy tym mniej widziałem.
Kiedy je zamykałem wiarę odzyskiwałem.
W końcu połączyłem te światy.
Teraz patrzę mrużąc oczy.
Teraz w końcu widzę siebie.
I ciągle widzę ludzi.
Wiem, że każdy z nich kiedyś się obudzi.
Historia nieszczęść moich rodów
przekazywana z pokolenia na pokolenie
była jak samospełniający się testament.
Moje młodzieńcze życie przesłaniało mi to,
potem zacząłem to odkrywać.
Długa była ta zima, była jak zesłanie –
To była Moja Syberia.
Moje ukaranie.
Kiedyś zacząłem przez nią iść.
Cierpiałem odkrywając w linii krwi nie moje nieszczęścia.
Szedłem długo. Bolało mnie wszystko.
Lecz byłem pewien, że w końcu to minie, że się skończy.
Wiesz i czułem, że im dłużej idę tym bardziej rodzi się i dojrzewa we mnie…
Zaufanie do samego siebie.
Widzę, że przysnąłeś słuchając tej opowieści kolego!
To dobrze. Nie musisz już teraz budzić się.
U ciebie wczesna jesień, u mnie wczesna wiosna.
Uwierz mi: - I tak mnie usłyszysz!
Wkrótce będę Cię nauczał, że twoja droga jest prostsza.
Wyszedłem z wanny i stałem na balkonie.
Widziałem piękną młodą kobietę.
Prowadziła równie młodego psa na smyczy.
Wreszcie widzę piękno! – pomyślałem i patrzyłem na nią z zachwytem.
Lecz kiedy się zbliżyła zobaczyłem, że jest taka sama jak inni.
Ubrana tak by stado jak u Hessego przyjęło ją do swego grona.
Oni wszyscy są tacy sami jak ona.
Tym razem nie byłem na ludzi zły.
Bo pomogli mi odkryć to widziane z daleka piękno.
I co było jego źródłem.
Nie powiem ci co.
Musisz to odkryć samolubnie.



































