W końcu płynę moim ubotem.
Wreszcie nie martwię się co będzie potem.
Świadomie wynurzyłem się z moich głębin.
Choć było tam tak cicho i spokojnie.
Wynurzyłem się bo wiem, że już nigdy nie wezmę udziału w powierzchniowej wojnie.
Dziób mojego ubota przecina zamarznięte wody.
Topi krę, uderza w przeszkody.
Rysuję mapy dla potomnych.
Choć do żadnego portu już nie zawinę.
Rozpuściłem na tym mrozie wszystko…
Każdy grzech i każdą winę.
Czas, który nie istnieje kazał mi to wszystko skończyć.
I puścić stery…
Zluzować każdą naciągniętą linę.
Hm!
Tak właśnie zrobiłem.
A teraz
Tak po prostu…
Płynę, płynę, płynę.
Liwiec, 01 czerwca 2024



































