
Stabilizacja w manifestacji
Stabilizacja w manifestacji nie jest czymś, czego można się nauczyć.
Nie jest też efektem pracy nad sobą, ani rezultatem kolejnych prób zmiany swojego życia.
Jest raczej czymś, co zaczyna się pojawiać w momencie, kiedy przestaje się próbować cokolwiek naprawiać.
Przez długi czas byłem w ruchu.
W procesie.
W zmianie.
W obserwowaniu siebie, swoich reakcji, swoich napięć.
To wszystko miało swój sens.
Ale dopiero kiedy coś zaczęło się we mnie wyciszać, zobaczyłem, że istnieje inna jakość funkcjonowania.
Nie polega ona na tym, że wszystko działa idealnie.
Nie polega też na tym, że znikają wszystkie trudności.
Polega na tym, że znika przymus.
Nie muszę już niczego wymuszać.
Nie muszę niczego przyspieszać.
Nie muszę też niczego zatrzymywać.
Rzeczy zaczynają się wydarzać — a ja przestaję im przeszkadzać.
Wejście w etap manifestacji
Po Przebudzeniu i Integracji manifestacja jest kolejnym etapem mojej ścieżki.
Wiedziałem, że przyjdzie i czekałem na nią nie wiedząc oczywiście, na czym dokładnie będzie polegać, ale czułem, że to będzie ten krok, na który bardzo długo czekałem.
Mimo wewnętrznego wysiłku, resztki interpretacji bólu były jeszcze we mnie obecne.
Była we mnie również dziecięca radość, że wchodzę w ten etap.
Czułem, że to się naprawdę dzieje.
Cieszyłem się, choć nie wiedziałem, co się wydarzy.
Wiedziałem jednak, że zamanifestuje się jeszcze bardziej, a główny nacisk będzie położony na moją obecność.
Moja obecność jest źródłem i celem tego, co obecnie ma miejsce.
Bycie obecnym — odkryłem — jest wszystkim.
Z jednej strony jest stanem, do którego dążyłem i którego doświadczam,
a z drugiej strony jest źródłem wszystkich pozostałych rzeczy, które mają miejsce.
Chodzi o obecność generalną — i obecność w warunkach codziennego życia.
Kiedy czekałem na ten etap, wiedziałem, że doświadczę manifestacji zmiany, manifestacji nowego mnie, Nowej Świadomości.
I to, co jest niesamowite i piękne:
nie dzieje się to tak, jak przewidywałem, ani tak, jak zakładał mój umysł.
Ale mogę powiedzieć bardzo stanowczo:
tak, dzieje się to teraz.
Tyle lat na to czekałem.
Tyle wysiłku, zaangażowania i pracy w to włożyłem.
Tyle było we mnie determinacji.
Tyle było we mnie nadziei.
I tak — dzieje się.
Nowy świat ruszył.
Ego podpowiada mi gdzieś za kotarą, dziwnie integrując się ze mną:
„wreszcie ruszył”.
Aspekty tego etapu
- wolność
- obfitość
- radość
- kreacja
Jak to działa
Z jednej strony dokonują się teraz w moim życiu ostateczne — w cudzysłowie — resztki czyszczenia.
Resztki, czyli:
usuwane są stare struktury na najniższych poziomach — mentalnym, psychicznym i fizycznym.
Ale to są już tylko pozostałości.
Doświadczam fal starego świata, które są wywołane przez coś, czego już nie ma.
Gdybym miał zrobić wywiad sam ze sobą, zapytałbym:
po czym poznaję, że jestem w mojej manifestacji?
W mojej postępującej — z uśmiechem — kroczącej manifestacji.
Czuję się, jakbym wracał do życia.
Ale wraca nie ten stary ja, który z niego wyszedł.
Wraca do niego kompletnie nowe ja.
Zmiany widzę w sobie każdego dnia.
Każdego dnia doświadczam coraz głębszej ekspresji siebie.
Doświadczam siebie.
Kryteria tego urzeczywistnienia
Mam wrażenie, że stary świat znika.
Nie ma już starego ja.
Od czasu do czasu pojawia się fala starego świata — ale on już nie istnieje.
Przepływa przeze mnie, a mój rezonans na te fale jest coraz lżejszy i coraz mniejszy.
Czuję, że fale się wygaszają.
Potencjał i działanie
Doświadczam potencjału mojego życia na wszystkich poziomach:
- w codziennych czynnościach
- w kreacji
- w tworzeniu
- w odkrywaniu nowych rzeczy
We wszystkim, co robię — od nowej piosenki i wiersza po przepchanie starej rury —
doświadczam odkrywania i korzystania z coraz większego zakresu mojego potencjału.
Doświadczam wolności.
Doświadczam prawdziwego wyboru.
Pełnego zakresu życia.
Bez ograniczeń.
Mogę wybrać wszystko.
Mogę wybrać absolutnie wszystko.
Nic nie jest ukryte.
Jestem świadomy tego, co wybieram.
Obfitość
Moja obfitość coraz bardziej manifestuje się w moim życiu.
Pojawiają się nowe źródła.
Realizacja tego, co jest mi potrzebne, często wyprzedza sformułowanie potrzeby.
Te nowe źródła:
- pozwalają mi wychodzić ze starej rzeczywistości
- prowadzą mnie do nowej
- pogłębiają moje zaufanie
A to zaufanie usuwa wszystko, co wcześniej zaburzało moją obfitość.
Kiedy nie ma przeszkód:
obfitość zaczyna się manifestować — krok po kroku — coraz bardziej
Bycie w teraz
Pogłębia się mój stan bycia w teraz.
Jakby poza czasem.
Doświadczam istoty życia na wszystkich poziomach.
Przestaję się spieszyć.
Nie marnuję mojego czasu.
Jestem w nim.
Codzienność jako praktyka
Doświadczam tej zmiany również w najprostszych sytuacjach dnia codziennego.
Nie w jakichś wyjątkowych momentach, tylko właśnie w zwykłych, czasem nawet banalnych zdarzeniach.
Na przykład wtedy, kiedy w trakcie pisania tego tekstu wylałem kawę na klawiaturę.
Jeszcze jakiś czas temu taka sytuacja mogłaby wywołać irytację, napięcie, reakcję.
Mogłaby stać się początkiem historii, która trwałaby dłużej niż samo wydarzenie.
Teraz wydarzyło się coś zupełnie innego.
Kawa się wylała.
Zauważyłem to.
I pojawił się uśmiech i ciche: „o kurwa”
Nic więcej.
Nie było w tym żadnego problemu do rozwiązania na poziomie emocji.
Nie było potrzeby reagowania.
Była tylko sytuacja i moje bycie w niej.
To jest bardzo prosty, ale jednocześnie bardzo konkretny przejaw tego, czym dla mnie jest stabilizacja w manifestacji.
Nie polega ona na tym, że wszystko układa się idealnie.
Polega na tym, że:
nic nie wytrąca mnie z miejsca, w którym jestem
Życie się wydarza.
Rzeczy czasem idą inaczej, niż zakładał plan.
Ale ja nie wychodzę z siebie.
Relacje
Jednym z najbardziej wyraźnych obszarów, w których widzę i doświadczam tej zmiany, są relacje.
To, co się teraz dzieje, mogę nazwać intensywnym czyszczeniem mojego świata relacji.
Nie jest to proces, który inicjuję ani którym zarządzam.
On po prostu się wydarza.
Osoby, które nie są częścią tego świata, zaczynają znikać.
Odchodzą.
Czasem bez wyjaśnień, bez dramatów, bez potrzeby domykania czegokolwiek.
Po prostu ich już nie ma.
Jednocześnie relacje z tymi, które pozostają, zaczynają się zmieniać.
Pogłębiają się.
Stają się bardziej szczere.
Bardziej otwarte.
Znika z nich kalkulacja.
Znika planowanie.
Znika przewidywanie.
Zobaczyłem bardzo wyraźnie, że przez długi czas tworzyłem i utrzymywałem relacje w oparciu o różne formy kontroli.
Planowałem.
Dostosowywałem się.
Przewidywałem.
Grałem.
Dziś tego nie robię.
Przestałem grać w moje przeszłe gry.
Nie organizuję już mojego życia relacyjnego w taki sposób, żeby „coś z tego wyszło”.
Nie próbuję utrzymywać relacji.
Nie próbuję ich naprawiać.
Pozwalam im być.
Moje życie relacyjne staje się samoistne.
Samorodne.
Pojawia się w nim to, co ma się pojawić.
Jeżeli jakaś istota pojawia się w moim życiu i nasza relacja staje się intensywniejsza, niż była — przyjmuję to.
Jeżeli coś się rozluźnia, oddala, znika — również to przyjmuję.
Bez oporu.
Prawda stała się głównym aspektem tego, co się dzieje teraz w moich relacjach.
Przestałem udawać.
Przestałem tworzyć idealne wizje.
Nie buduję już obrazów tego, jak relacja powinna wyglądać.
Podążam za tym, co się pojawia.
Poprzez moją obecność.
To nie jest zawsze wygodne.
Ale jest proste.
I jest prawdziwe.
Działanie i skuteczność
Jest jeszcze jeden aspekt tej zmiany, który widzę bardzo wyraźnie w codziennym działaniu.
Cokolwiek robię, prędzej czy później przynosi to rezultat.
Nie zawsze taki, jaki wyobrażałem sobie na początku,
ale za każdym razem — dobry.
Zaczynam dostrzegać, że wszystko, czym się zajmuję, domyka się.
Każda rzecz.
Każdy mini-projekt.
Każda sprawa.
Kończy się.
I kończy się powodzeniem.
Nie wynika to z większej kontroli.
Nie wynika z lepszego planowania.
Wręcz przeciwnie.
Przestałem się przejmować tym, że coś może się nie udać.
To przestało być tematem.
Dziś jest to dla mnie oczywisty aspekt mojej rzeczywistości:
to, czym się zajmuję, realizuje się.
Udaje się.
Jednocześnie bardzo wyraźnie widzę, że efekt końcowy często nie jest zgodny z moim pierwotnym wyobrażeniem.
Ale nie ma to znaczenia.
To, co się pojawia na końcu, jest dla mnie dobre.
I przyjmuję to.
Zmieniło się też moje podejście do działania.
Nie przywiązuję się do pierwotnych założeń.
Potrafię zmienić kierunek.
Zmienić cel.
Zmienić sposób działania.
Jestem otwarty.
Na nowe możliwości.
Na nowe rozwiązania.
Na to, że droga do celu może wyglądać zupełnie inaczej, niż zakładałem.
To wszystko sprawia, że działanie przestaje być napięciem.
Staje się naturalnym ruchem.
Podsumowując najprościej:
udaje mi się wszystko
Nie dlatego, że wszystko kontroluję.
Tylko dlatego, że przestałem ograniczać to, co może się wydarzyć.
Ciało
Kolejnym obszarem, w którym bardzo wyraźnie widzę tę zmianę, jest moje ciało.
Zmienia się nie tylko jego funkcjonowanie, ale przede wszystkim moja relacja z nim.
Zaczęliśmy być partnerami.
Pojawił się między nami szacunek.
Skończyło się wyciskanie siódmych potów.
Skończyło się zmuszanie go do przekraczania granic.
Zostawiłem za sobą wszystko, co było oparte na wysiłku i przymusie.
Moja uwaga naturalnie skierowała się ku równowadze.
Ku rozsądkowi energetycznemu.
I wydarzyło się coś, co kiedyś byłoby dla mnie zaskakujące.
Dziś jest naturalne.
Nie muszę trenować, żeby zwiększała się moja wydolność.
Nie muszę męczyć mojego ciała, żeby jechać dalej na rowerze.
Nie muszę się spieszyć.
Zacząłem go słuchać.
Jeśli chce się napić — pijemy.
Jeśli daje sygnał, że trzeba się zatrzymać — zatrzymujemy się.
Odpoczywamy.
Skończyło się bicie rekordów.
Moje życie sportowca całkowicie ode mnie odeszło.
Funkcjonuję zupełnie inaczej.
I to nie dotyczy tylko aktywności fizycznej.
To dotyczy wszystkiego.
Jedzenia.
Ruchu.
Odpoczynku.
Codziennego funkcjonowania.
Moje ciało stało się niezwykle wrażliwe.
A ja doświadczam poprzez nie jeszcze głębiej tego, czym jest życie.
Smaku.
Ruchu.
Powietrza.
Obecności.
Widzę wyraźnie, że moje ciało się zmienia.
Ale nie mam poczucia starzenia.
Nie czuję, że coś się kończy.
Czuję zmianę.
Dokądkolwiek ta zmiana prowadzi — ufam jej.
Narracje
I jeszcze jedna, bardzo ważna zmiana, która wydarzyła się w tej przestrzeni mojej manifestacji.
Powiedziałbym nawet, że to ona wywołała we mnie delikatny wstrząs.
Zmieniła się moja relacja z narracjami mojego umysłu.
Z tym wszystkim, co przez lata było obecne w moim świecie — w mojej rzeczywistości.
Do pewnego momentu narracje:
- które tworzyłem
- które obserwowałem
- które pojawiały się z zewnątrz
miały wpływ na moje życie.
Byłem ich świadomy.
Ale jednocześnie to one w dużej mierze tworzyły dla mnie obraz rzeczywistości.
Tworzyły coś, co nazywałem prawdą.
Były podstawą mojej aktywności.
Dziś jest inaczej.
Jestem wobec nich.
Zobaczyłem bardzo wyraźnie, że narracje:
nie są ani prawdą, ani nieprawdą.
Nie są opisem rzeczywistości.
Bardzo często nie mają z nią nic wspólnego.
Są tylko formą.
Dziś jestem świadomy tego, jak działają narracje.
Widzę je.
Słyszę je.
Rozpoznaję ich mechanizmy.
Ale przede wszystkim:
przestały determinować moje życie
Nie są już punktem odniesienia.
Nie są już podstawą moich decyzji.
Nie są już filtrem, przez który patrzę na świat.
Istotą mojego funkcjonowania stała się obecność.
Nie to, co myślę.
Nie to, co interpretuję.
Nie to, co opowiadam sobie o świecie.
Tylko to, że jestem.
I to jest zmiana, która zmienia wszystko.
Obecność stała się wszystkim — reszta wydarza się sama.



































