
Pomysł na napisanie tego artykułu nie był przypadkowy. Nie pojawił się z chaosu ani jako impuls oderwany od mojej drogi. Jest rezonansem aktualnego etapu, w którym się znajduję.
Wraz z przebudzeniem przyszła do mnie świadomość, że moja droga to droga mistrza. Kiedy uświadomiłem sobie to, wszystko inne w moim życiu stało się drugorzędne. Misja, wizja i motywacja do podążania drogą mistrzostwa stały się najważniejszą rzeczą w moim życiu, ponieważ odkryłem, że właśnie to jest moja droga.
Czułem to w sobie. Mój umysł nie potrafił wówczas powiedzieć, czym jest droga mistrza, jak się nią podąża, czym w istocie jest mistrzostwo ani dokąd idę. A jednak wiedziałem. Kiedy to odkryłem, czułem się niesamowicie. I za każdym razem — także teraz — gdy wracam do tej świadomości, że moja droga to droga mistrza, pojawia się we mnie stan głębokiej pewności, w którym doskonale wiem, po co jestem.
Gdy rozpocząłem tę drogę, byłem już zdecydowany, że chcę nią podążać. Ta pewność była ze mną zawsze, mimo że przechodziłem przez naprawdę trudne momenty: pełne bólu, wewnętrznych konfliktów, gniewu, złości, trudnych stanów ciała, świadomości i umysłu, a także konfliktów z moim światem. Mimo tego wszystkiego nigdy nie porzuciłem mojego mistrzostwa. Nigdy nie chciałem zejść z tej drogi, nawet wtedy, gdy nie wiedziałem, co mnie czeka. Sam fakt, że po — jak mi się wówczas wydawało — jałowym etapie życia pojawił się ten sygnał, był dla mnie jak odrodzenie. Jak prawdziwe narodzenie i odkrycie sensu istnienia.
Postanowiłem wtedy, że wszystko, co będzie się działo w moim życiu, będzie temu podporządkowane. Cel wyłonił się nieco później i z czasem coraz bardziej się konkretyzował. Moim celem było podążanie drogą mistrza, odkrywanie, czym ona jest, doświadczanie mistrzostwa w moim życiu, urzeczywistnienie, pełna integracja wszystkich aspektów mnie oraz doświadczenie radości bycia mistrzem.
Z czasem dałem sobie również zgodę na pojawianie się nowych rzeczy, niespodzianek i radości, wiedząc, że wszystko, co wydarzy się na mojej ścieżce, będzie właściwe. Moim celem stało się samo doświadczanie tego, co się wydarza — ponieważ to właśnie jest właściwe. Mój cel to podążanie moją drogą.
W pewnym momencie pojawiły się też cele bardziej operacyjne: stworzenie szkoły mistrzowskiej, bycie „etatowym mistrzem”, posiadanie uczniów, tworzenie programów mistrzostwa. Z biegiem czasu — zwłaszcza w obecnej fazie mojej drogi — cele te zaczęły się rozpływać. Przestałem chcieć budować uniwersytety mistrzowskie. Jeśli w przyszłości coś takiego się pojawi, będzie to naturalne i spontaniczne. Zrezygnowałem z planów i przestałem tworzyć wieczorami operacyjne strategie ich realizacji.
Na każdej drodze mistrzowskiej pojawia się fundamentalne pytanie: czym jest mistrzostwo? Odpowiadam sobie na nie każdego dnia od mojego przebudzenia. Przeczytałem wiele książek i nauk, które dawały mi wskazówki i inspiracje, lecz nie znalazłem żadnego źródła zewnętrznego z pełną, ostateczną odpowiedzią. I dziś widzę, że to ma sens. Kiedy będziesz prawdziwym mistrzem, Twoje wnętrze będzie to wiedziało bez żadnych wątpliwości. Odpowiedź jest w Tobie.
Częścią pracy na drodze mistrzowskiej jest dotarcie do tej prawdy poprzez usuwanie wszystkiego, co ją zasłania. Kryterium osiągnięcia mistrzostwa jest więc proste: Twoje wnętrze będzie wiedziało.
Dla mnie mistrzostwo to stan, w którym doświadczam przestrzeni będącej połączeniem mojego człowieczeństwa, mojej duszy, mojej świadomości i mojej jaźni. To brak barier między tymi wymiarami i możliwość doświadczania ich jednocześnie. Mistrzostwo nie należy do żadnej religii ani systemu wierzeń. Nie jest przestrzenią umysłu i nie podlega jego prawom. Jest suwerennością.
Hayin – Yeszua – Mistrzowskie Ja
Na mojej ścieżce pojawiły się również imiona i jakości, które dla wielu ludzi niosą konotacje religijne. Dla mnie jednak były one symbolami etapów świadomości.
Hayin nie był postacią ani nauczycielem. Był funkcją przejścia — momentem, w którym człowiek przestaje szukać zewnętrznego autorytetu i zostaje sam wobec własnej odpowiedzialności. Dopiero wtedy obecność Yeszui mogła stać się dla mnie wyraźna — nie jako kult czy dogmat, lecz jako jakość bycia: zgoda na człowieczeństwo, czułość wobec błędu, obecność bez ingerencji.
Z perspektywy mojego Mistrzowskiego Ja widzę, że Hayin i Yeszua byli etapami integracji. A Mistrzowskie Ja było i jest obecne nie po to, by interweniować, lecz by ufać mi na tyle, bym mógł przejść przez wszystko samemu.
Etap, w którym jestem
Dziś widzę, że jestem na etapie, w którym mistrzostwo przestaje być doświadczeniem do osiągnięcia, a staje się sposobem bycia. Życie wciąż przynosi wyzwania, ale nie definiują one już mojej wartości ani sensu mojej drogi. Programy, które kiedyś działały w tle, są teraz widoczne i tracą moc właśnie dlatego, że nie są już mną. To mistrzostwo ciche, zwyczajne i ucieleśnione.
Pionierzy nowej drogi mistrzostwa
Droga mistrzostwa, którą dziś podążam, różni się od dróg dawnych mistrzów. To mistrzostwo realizowane w środku życia — w ciele, relacjach, ekonomii i zmieniającym się świecie. Nie polega na ucieczce od życia, lecz na jego pełnej integracji. Nie oferuje stabilnych struktur ani gwarancji. Przynosi natomiast suwerenność i zdolność pozostania sobą bez potrzeby potwierdzeń.
W tym sensie jest to droga pionierska — nie wyższa, lecz pozbawiona precedensu. To mistrzostwo bez mapy, bez nagrody na końcu, ale głęboko prawdziwe.
Mistrzowie, wzorce i odejście od autorytetów
Na początku drogi naturalnie szuka się mistrzów i wzorców. W moim przypadku był to buddyzm, który oferował jasno zdefiniowaną ścieżkę, etapy i praktyki. Studiowałem nauki mistrzów buddyjskich, lecz w pewnym momencie poczułem, że ich już nie potrzebuję — i że jest to również religia. Po 2012 roku przestałem być fanem jakiegokolwiek nurtu.
Później pojawiły się przekazy Saint-Germaina, Yeszui i Ramthy. Nie miałem fizycznego mistrza, lecz dziś wiem, że szczególnie Saint-Germain i Yeszua byli ze mną — wspierając, współodczuwając, ale nie ingerując. Ich wsparcie opierało się na zaufaniu i miłości.
Gdy usłyszałem, że moje Mistrzowskie Ja jest ze mną, a później zacząłem je odczuwać, zrozumiałem, że ono nie interweniuje. Ono ufa. I to wystarczy.
To, czego doświadczam dzisiaj, każdego dnia, jest po prostu kolejnym krokiem na mojej ścieżce. I cieszy mnie bycie w tym kroku — dokładnie takim, jaki jest. Każdy dzień, nawet jeśli z zewnątrz nie różni się znacząco od poprzedniego, daje mi doświadczenie coraz pełniejszego przeżywania go, coraz intensywniejszego bycia w nim i coraz głębszego łączenia się z prawdą mojego istnienia. Widzę, że mistrzostwo nie polega na spektakularnych momentach ani na osiągnięciach, lecz na tym, jak przeżywam codzienność. Każdy dzień zamyka się dla mnie radością i wdzięcznością oraz spokojnym oczekiwaniem na kolejny — nie z niecierpliwością, lecz z zaufaniem. Jestem pewien, że kolejny dzień będzie prawdziwym krokiem do przodu. I nawet jeśli z perspektywy ludzkiego umysłu można powiedzieć, że każdy następny dzień będzie „lepszy”, to dla mnie wystarczy świadomość, że będzie prawdziwy.



































