Jak to było?
Aha … krótka chwila światła.
A później niekończąca się choć wspierająco-wznoszącą się spirala
oświeconej tragedii.
We wszystkim.
Niekończące się otwieranie wszystkich zaropiałych choć zasklepionych ran.
Szybka autoterapia nieszczęśliwych dzieciństw.
Bez znieczulenia.
Koszmary niedostatku.
I bujanie się wisielca między światami.
No i ci wszyscy bliscy.
Każdy w swoim świecie.
A ich części to wspólne ….
iluzje.
Każdy jest sam.
To cud i udręka istnienia.
I te programy dziedzictwa
Małp i anunanki.
Świadomie z małej litery.
Nie cenię ich sztuki skracania życia i pozornej boskości.
To dzieci na innym poziomie.
Zielony ład ich tutaj przygnał.
Mam nadzieję, ze ich również zabiera.
Wreszcie chwila spokoju.
Czyżby ten koszmar na chwilę zelżał?
Czy tylko bierze głęboki oddech przed kolejnym aktem.
Zatem może ja też skorzystam z tej przerwy.
I odetchnę namiastką sam nie wiem czego.
Lub skoczę na dawnego papierosa.
Właściwie powinien lubić te koszmary.
Zawsze kiedy przez nie przechodzę piszę wiersze…
Może zapis mojego cierpienia
wzbogaci kolejne pokolenia wstępujących.
A potem będzie kolejny akt nie greckiej lecz
anglosaskiej obłudy starego świata.
W którym mimo niekończących się rekomendacji
tak trudno mi znaleźć naprawdę dobry film.
Na szczęście jestem wolny i
mogę w nieskrępowany sposób
powrócić do czterech pancernych.
Może odkryję w tym mistycznym czołgu
coś czego wcześniej nie widziałem.
A może zmęczę się tak bardzo, że w końcu zasnę.
Z nadzieją
że nie przyśni mi się znowu ten koszmar.
Bez odbioru
PS. Właśnie odkryłem, że żyję.
Warszawa, 01 luty 2025



































